Opowiadania

Moderatorzy: Indar, Liissu, MiSiO, Sieciech

Opowiadania

Postprzez Battle Bear » Pią Lip 28, 2017 4:56 pm

Nie zauważyłem żądnego tematu tego typu, ale jak coś to proszę o przeniesienie wpisu w stosowne miejsce. Ogólnie rzecz ujmując postanowiłem sfabularyzować jedną z misji korporacyjnych (tytuł na końcu coby nie spojlować) w klimacie :mis: , czyli megakorporacji którą lubię najbardziej. Wszelkie uwagi mile widziane, jak się spodoba mogę tego wyprodukować więcej. Z racji że Mishima nawiązuje mocno do kultury japońskiej jest tu nieco zwrotów które dla osób nie obeznanych z tematem mogą wydawać się niezrozumiałe. Zastanawiałem się nad słowniczkiem, ale od czego jest Wujek Google i Ciocia WIkipedia? Enjoy.



Sierżant Omura Daichi nie wiedział, który już raz powstrzymał się od sprawdzenia, czy odświętne ale znoszone nieco kimono jest ułożone należycie, oraz czy daisho, które odtroczył zanim usiadł na tatami są leżą zgodnie etykietą jako świadectwo szacunku. Nadal tkwił nieruchomo w pozycji seiza jaką przyjął, kiedy służący przyprowadził go do niewielkiego pomieszczenia przylegającego do wewnętrznego domowego ogrodu, chociaż minęło już trochę czasu od kiedy milczący sługa zasunął za sobą papierowe drzwi. Po raz kolejny zaczął analizować wydarzenia, jakie miały miejsce w ciągu ostatnich dni. Zaproszenie na herbatę jakie otrzymał od pana Ryotaro było wielkim zaskoczeniem. Daichi nie spodziewał się, że zarządca keiretsu sąsiadującego z włościami pana Kaneko któremu służył ronin zdaje sobie sprawę z jego istnienia. Tym czasem w rękawie kimona spoczywało pięknie wykaligrafowane zaproszenie na ryżowym papierze z monem rodu Ryotaro. Był to niebywały zaszczyt dla pozbawionego honoru wojownika zakrawający wręcz na naruszenie etykiety, gdyż różnica statusu była dosyć znaczna. Z pewnością wpływowy Mishiman miał w tej z pozoru kurtuazyjnej wizycie jakiś ukryty cel, ale dla prostego żołnierza pozostawał on niezrozumiały. Cel, który wcale nie musiał wiązać się z korzyściami. Tym bardziej niepokojąca była prośba o zachowanie szczególnej dyskrecji. W przypadku ronina było to stosunkowo proste: nie miał prawa do noszenia monu swojego poprzedniego oraz aktualnego pana, a głęboko nasadzony na głowę słomiany kapelusz skutecznie skrył jego twarz kiedy podróżował wąskimi uliczkami Nowego Edo. Przez chwilę zwitek papieru zdawał się ciążyć nieznośnie, a po karku zaprawionego w bojach Omury przebiegł zimny dreszcz, jakby duchy przodków próbowały przestrzec go przed niebezpieczeństwem. Tak czy inaczej, zaproszenie było wielkim zaszczytem i znaczną nieuprzejmością byłoby je odrzucić. Nieuprzejmością oraz skrajnym brakiem rozsądku. Aby odgonić nieprzyjemne myśli sierżant odetchnął, przymknął oczy i skupił się na otaczających go dźwiękach. Przeciągającą się ciszę przerywał szmer wody w strumieniach domowego ogrodu, rytmiczny stukot bambusowych wodnych huśtawek, oraz sporadycznie ciche, lecz ciężkie odgłosy kroków patrolujących posiadłość opancerzonych Hatamoto.

W końcu usłyszał również odgłos zbliżających się kroków, drzwi rozsunęto i ukazała się w nich młoda służąca, Pan Mohizuki Ryotaro oraz jego osobisty strażnik ubrany w pełną zbroję Kote w barwach zarówno rodu jak i keiretsu Mohizukiego: głębokiej czerwieni z błękitnymi wstawkami i wykończeniami z polerowanego mosiądzu. Kimono Omury było odświętnym strojem jego rodziny, przekazywanym z od kilku pokoleń, przechowywanym jako cenny skarb i zakładanym na wyjątkowe okazje, jednak przy stroju pana Ryotaro wyglądało zgrzebnie i zupełnie nie na miejscu. Uszyte z najwyższej klasy jedwabiu i ozdobione haftami będącymi istnym arcydziełem musiało kosztować małą fortunę. Omura natychmiast oparł dłonie przed sobą po czym pochylił się do samej podłogi w pełnym szacunku ukłonie. Szlachcic minął go, po czym usiadł na macie na przeciwko, zaś jego ochroniarz stanął za swoim panem, po czym znieruchomiał niczym wielki, stalowy posąg.

-Dajmy spokój aż tak sztywnemu ceremoniałowi, panie Omura- powiedział Mohizuki. Po ustach błąkał mu się lekki uśmiech. Spoglądał na weterana z półprzymkniętych powiek - Nie jest to przecież żadne formalna okazja, a jedynie spotkanie sąsiadów. - Daichi wyprostował się, co spotkało się z kolejnym uśmieszkiem i łaskawym skinieniem głowy. Teraz, kiedy siedzieli na przeciwko siebie można było przekonać się, jak bardzo się różnią. Sierżant był starym weteranem dobiegającym czterdziestki. Pasma siwizny już dawno wplotły się w jego samurajski kok a skóra ogorzała i pomarszczyła się od wiatru i słońca dziesiątek stref wojennych. Na linii gładko ogolonej żuchwy biegła nieregularna blizna: pamiątka po bombie lotnictwa Bauhausu. Ciało miał żylaste, smukłe, zahartowane w walkach i niezliczonych godzinach spędzonych w dojo. Dłonie twarde, przyzwyczajone do wysiłku, świetnie radziły sobie zarówno z mieczem jak i z karabinem szturmowym. To drugie oczywiście spotykało się z dezaprobatą niektórych przełożonych. Nadal siedział w pozycji seiza, wyprostowany i spięty. Lata spędzone na wojaczce w sztywnych hierarchicznie strukturach Mishimy nie pozwalały mu na rozluźnienie w obecności osoby tak znacznie przewyższającej go rangą. Mohizuki z kolei usiadł w mniej formalnej pozycji na skrzyżowanych nogach. Poprawił i wygładził odruchowo poły swojego wspaniałego kimona, położył swoje kunsztowne daisho na tatami. Pięknie wykonana para mieczy była również oznaką majątku i statusu. Tsuby były małymi arcydziełami, wykonane misternie z niezwykłą precyzją. Pięknie lakierowane pochwy pokrywały tłoczone złotem wzory, rękojeści z wstawkami ze skóry kunshu również nie stanowiły czegoś, na co byle kto mógłby sobie pozwolić . Głowę samuraja wieńczyła nienaganna fryzura, kok upięty był jadeitową broszą, spod przymróżonych powiek patrzyły bystre oczy, zaś na wąskich ustach wciąż błąkał się ten trudny do zinterpretowania uśmieszek. Choć wypielęgnowane dłonie mogły pozornie znamioniować co innego, ledwo dostrzegalna gracja ruchów świadczyła o wysokiej klasy szkoleniu bojowym. Nieznacznym gestem dał on znać służącej, która rozsunęła na oścież papierowe ściany, aby zapewnić mężczyznom lepszy widok na ogród, po czym przyniosła czekający za progiem serwis i przystąpiła do ceremoniału chanoyu. Oczywiście nie była to oficjalna ceremonia, ale Omura i tak starał się zachować stosownie. Chwalił zastawę, smak herbaty i piękno ogrodu, a pan Mohizuki udawał przesadną skromność i opowiedział kilka żartobliwych historyjek związanych z podziwianym przez nich miejscem. W końcu piękne, wykonane z cienkiej niczym papier porcelany czarki wraz z resztą zastawy zostały zabrane przez służącą. Wychodząc cicho zasunęła za sobą drzwi. Twarz pana domu od razu przybrała mniej pogodny wyraz. Skinieniem dał znać swojemu yogimbo, który podał mu niewielki, owalny przedmiot wykonany z matowo-czarnego materiału. Ryotaro ułożył urządzenie na podłodze pomiędzy nimi, po czym nacisnął przycisk ukryty w obudowie.

-Myślę że możemy przejść teraz bezpiecznie do bardziej istotnej kwestii dotyczącej naszego spotkania, gdyż zakładam że tak bystry człowiek jak pan domyślił się, iż ta wizyta nie ma charakteru czysto kurtuazyjnego... - W międzyczasie, kiedy nobil mówił, jego oczy czujnie wpatrywały się w twarz ronina - Jak zapewne już pan wie, sierżancie, oddział zwiadu odkrył że korporacja Imperial niedawno założyła niewielką, wysuniętą placówkę w jednej z dawno opuszczonych jaskiń znajdujących się na obrzeżu naszej prefektury. Oczywiście ta część Merkurego jest niekwestionowanym terytorium Mishimy więc baza musi być niezwłocznie zniszczona. Z racji bezpośredniego sąsiedztwa z bezczelnymi gaijin administracja prefektury zleciła to zaszczytne zadanie keiretsu Kaneko i Mohizuki. Pułkownik Kaneko zapewnia pluton roninów pod pańskim dowództwem, natomiast ja wystawiam oddział moich najlepszych samurajów w pancerzach Kote. Zwiad donosi, że placówka jest chroniona przez niewielki oddział Imperialnej piechoty, ale aby zapewnić pewne powodzenie prefektura wysłała jako ciężkie wsparcie Mekę 'Książę Oni'. Atakiem dowodzić będzie kapitan Nobou Hiroko... I tutaj właśnie rodzi się problem. Twarz Szlachcica przybrała na moment lekko zakłopotany i gniewny wyraz. Sięgnął za połę kimona i wyjął prostą tekturową teczkę, po czym podał Daischiemu, który przyjął ją z ukłonem i na przyzwalający gest otworzył. Zaczął przeglądać znajdujące się w niej dokumenty. W międzyczasie pan Ryotaro nadal mówił -W ciągu ostatniego roku udało nam się pochwycić w bezpośrednim otoczeniu Hiroko kilku osobników będących na usługach innych korporacji. Zaobserwowaliśmy też niepokojące zachowanie. Nietypowe nocne spacery, intensywne nawiązywanie nowych znajomości przy dużym poziomie dyskrecji. Nie udało się jeszcze ustalić, jaki jest system przekazywania informacji: czy to zestaw ustalonych wcześniej gestów, czy podrzuca on w wyznaczonych miejscach zapisane w jakiś sposób nośniki danych, natomiast podejrzanie często wróg wie o planach, sekretnych lokalizacjach i innych tajnych informacjach, do których kapitan mógł mieć teoretycznie dostęp. Obawiam się, że wszystko wskazuje na to, iż Hiroko zdradził. Możliwe nawet, że pracuje niezależnie dla kilku korporacji jednocześnie. Omura był w ciężkim szoku. Kilka razy służył już pod rozkazami kapitana i zawsze poczytywał to za wielki zaszczyt. Hiroko był dowódcą elastycznym, błyskotliwym, a kwestie honoru w świetle użycia wszelkich niezbędnych środków do wykonania zadania miały dla niego znaczenie drugorzędne, co spotykało się z niechęcią i wręcz wrogim nastawieniem w konfrontacji z kadrą dowódców wojskowych Mishimy. W większości hołdowali oni wiekowym, skostniałym tradycjom które rzadko miały przełożenie na nowoczesnym, zdominowanym przez broń palną polu bitwy. Za to zyskiwał ciche uznanie służących pod nim żołnierzy. Jednym z nich był Daichi, który był teraz wewnętrznie rozdarty. Machinalnie przekładał poszczególne kartki: stenogramy,zdjęcia z ukrycia, raporty z obserwacji, streszczenia przesłuchań, często z zamieszczonymi fotografiami przesłuchiwanych. Większość była Mishimanami, aczkolwiek jeden był gaijinem, choć jego twarz była tak skatowana, iż trudno było to poznać na pierwszy rzut oka. Kiedy skończył kartkować zawartość teczki podniósł wzrok na rozmówcę. -Czego pan ode mnie oczekuje, pułkowniku Ryotaro - Nieświadomie przeszedł na stopień wojskowy. -Przyznam, że sprawa jest nader delikatnej natury -Odparł nobil - Wykluczono bezpośrednią konfrontację przez wzgląd na popularność kapitana pośród żołnierzy niższego szczebla wywodzących się z gminu. Mogłoby to mieć zły wpływ na morale. W grę wchodzi natomiast delikatne szturchnięcie karmy w odpowiednim kierunku - Napotkawszy pytające spojrzenie pośpieszył z wyjaśnieniem - Pole bitwy jest miejscem pełnym nieprzewidzianych zagrożeń. Jeżeli zdrajca będzie atakowany, ranny, potrzebował wsparcia, należy dopilnować aby tego nie przeżył. Oczywiście bez wzbudzania podejrzeń świadomego działania ze strony korporacji. Naturalnie zadanie obłożone jest klauzulą tajności - wyciągnął dłoń w stronę trzymanej przez ronina teczki, ten podał mu ją z wahaniem. Ryotaro odebrał dokumenty, schował ponownie za połą kimona i skinął w stronę górującego nad nim Hatamoto. -Podporucznik Nakamura otrzymał identyczne instrukcje. Będzie dowodził moimi ludźmi. Natomiast kluczem do sukcesu jest współpraca poszczególnych dowódców pododdziałów w tej szczególnie delikatnej kwestii. Czy mogę liczyć na pana pomoc, sierżancie? Omura nadal nie mógł pozbierać myśli. Nie było wątpliwości, że prośba jest nią jedynie z nazwy, a ponieważ keiretsu Ryotaro było znacznie potężniejsze od włości jakimi zarządzał pan Kaneko, Szlachcic górował nad panem ronina majątkiem, statusem społecznym, stopniem i prestiżem. Nawet jeśli nie był bezpośrednim podwładnym nobila, bez problemu mógł on wywrzeć zemstę za dyshonor jakim byłaby odmowa. Ponadto Daichi wszedł w posiadanie tajnych informacji co w zasadzie nie pozostawiało mu wyboru. Widząc jego wahanie i walkę z myślami rozmówca znów się odezwał. -Panie Omura, jak długo jest pan roninem? Co było tego przyczyną? - Sierżant zmieszał się. Takie pytanie było bardzo nietaktowne i nieuprzejme. Samuraj, który utracił swój honor, a nie odkupił tego honorowym samobójstwem lub śmiercią w boju bardzo niechętnie mówił o powodach które sprawiły, że stracił twarz. Oczywiście pan Ryotaro na tyle górował statusem nad wojownikiem pozbawionym wspomnianego honoru, że mógł kiedy chciał lekceważyć wymogi grzeczności i etykiety. Natomiast byłego samuraja wszelkie te zasady jak najbardziej obowiązywały więc musiał odpowiedzieć. - Trzy lata temu mój pan zginął na polu bitwy. Prowadził szturm na umocnienia Bauhausu. Atakując na swoim kunshu zniszczył dwa gniazda karabinów maszynowych. Przy kolejnym nawrocie jego smoka trafiła rakieta,jeździec spadł z dużej wysokości. Zginął na miejscu... - Pod koniec głos byłego samuraja był pusty, bez wyrazu. Mówił coraz ciszej patrząc się w podłogę - Nie było mnie przy tym. Wyciągnąłem krótszą, pechową słomkę i zostałem w posiadłości aby pilnować dóbr mego pana i szkolić rekrutów. Nie miał on żadnych męskich potomków, więc zgodnie z prawem jego ziemie zostały przekazane innemu nobilowi, panu Kaneko, w ramach zasług. Wspaniałomyślnie przyjął on na służbę jako roninów wszystkich, którzy przeżyli brawurową szarży mającą na celu odzyskanie ciała naszego pana, oraz tych którzy nie uczestniczyli w bitwie. Po uroczystym pogrzebie usunęliśmy mon wygasłego rodu i na znak żałoby nie wypowiadamy jego imienia. -Umiem docenić oddanie i szacunek dla tradycji - Po chwili ciszy odezwał się pan Ryotaro - Mam świadomość że to, czego oczekuję sierżancie, może wydawać się niehonorowe, ale zapewniam że ma na celu dobro korporacji. Zapewniam również, że nie pozostanie niezauważone. Mógłbym rzec, że z chęcią widziałbym na służbie u siebie samuraja zdolnego do takich aktów dyscypliny oraz lojalności mających na celu dobro Mishimy. - Zamilkł czekając, aż znaczenie jego słów w pełni dotrze do rozmówcy. Oczy weterana rozszerzyły się ze zdumienia i niedowierzania po czym przypadł on do ziemi w głębokim ukłonie. Po trzech latach hańby karma obróciła się na jego korzyść, miał szansę zyskać nowego pana i znów stać się samurajem! -A teraz idź już, sierżancie Omura. I nie zawiedź mnie. - Szlachcic klasnął głośno dwa razy w dłonie. Po chwili drzwi rozsunęły się z cichym szelestem a na progu zastygł w ukłonie milczący sługa który przyprowadził tu Omurę. Ronin wstał płynnie, zatknął daisho za obi, złożył jeszcze jeden ceremonialny ukłon. Ryotaro skinął mu uśmiechając się uprzejmie, zaś sługa dał wojownikowi znak gestem, aby podążył za nim, po czym ruszył w stronę korytarzy prowadzących do wyjścia z posiadłości. Sierżant ruszył za nim, na jego twarzy nadal malował się wyraz niedowierzania.

Pułkownik Mohizuki Ryotaro poczekał aż kroki na tarasie umilkną. Uśmiech zgasł z jego wąskich ust jak zdmuchnięty płomień świecy, ścisnęły się w cienką kreskę. Oczy przybrały zimny, bezwzględny wyraz. -Nakamura - Rzucił przez ramię. Stalowy olbrzym poruszył się nieznacznie. -Kiedy już wypełnicie zadanie dopilnuj, aby ten żałosny głupiec nie przeżył. Jeśli ci się uda, z przyjemnością przedłożę sugestię twojego awansu do prefektury. O ile nasza tajemnica pozostanie nieujawniona. Następnie sięgnął przed siebie i wyłączył zagłuszacz Cybertroniku po czym poczekał aż jego yogimbo weźmie go od niego, po czym podał mu teczkę fałszywych papierów, które Hatamoto zmiażdżył w pancernej rękawicy. Nobil rozsiadł się wygodniej i uśmiechnął do swoich myśli paskudnym, zimnym grymasem. Pomimo relatywnie młodego wieku był już wytrawnym graczem w śmiertelnych zmaganiach, w których nagrodą były władza, majątek i wpływy korporacji. Od pewnego czasu ten pozbawiony honoru, aczkolwiek błyskotliwy Hiroko zyskiwał na popularności osłabiając wpływy, a co za tym idzie pozycję Ryotaro. Teraz nadarzyła się okazja aby ściąć dwie głowy jednym cięciem: pozbyć się potencjalnego konkurenta w karierze militarnej w strukturach Mishimy, oraz spełnić uprzejmą prośbę jego sekretnych przyjaciół z najmłodszej z megakorporacji. I to wszystko za cenę garści fałszywych dokumentów, kilku pustych słów i czarki zielonej herbaty.
Zdrajca.
They got us surrounded. Those poor bastards...
Battle Bear
Starszy kapral
Starszy kapral
 
Posty: 31
Rejestracja: Czw Sie 20, 2015 5:11 pm
Miejscowość: Kraków

Re: Opowiadania

Postprzez Battle Bear » Czw Wrz 21, 2017 7:48 pm

Nie wiem jak interpretować tę ciszę. podobało się? Nie podobało? Wklejać więcej, czy dać sobie spokój?
They got us surrounded. Those poor bastards...
Battle Bear
Starszy kapral
Starszy kapral
 
Posty: 31
Rejestracja: Czw Sie 20, 2015 5:11 pm
Miejscowość: Kraków

Re: Opowiadania

Postprzez meiss » Pon Kwi 02, 2018 10:24 pm

Mi się podobało.
Awatar użytkownika
meiss
Młodszy chorąży sztabowy
Młodszy chorąży sztabowy
 
Posty: 489
Rejestracja: Czw Gru 04, 2003 8:39 pm
Miejscowość: Kostrzyn nad Odrą


Wróć do Warzone Resurrection - ogólna dyskusja o systemie

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość